![]() |
||||||||||
![]() Strona główna O bibliotece Regulaminy Ogłoszenia Nowości Warto skorzystać Niezbędnik biblioteczny Top 10 Szuflada Z archiwum Szuflady Wydarzenia Ankiety Oławskie klimaty Linki Kontakt |
SZUFLADAPismo gimnazjalnych twórców: Szuflada. Teksty i zdjęcia można składać w bibliotece szkolnej u p. Skibińskiego albo wysłać na adres e-mail znajdujący się na stronie Kontakt. Patrycja Baraniecka - Sposób na upływający czas Maciej Adamczyk - Dziennik podróży Aleksandra Dolna - Taniec myśli Aleksandra Dolna - Ikar Aleksandra Dolna - Co ma przeminąć Marta Raer - Deszczowiersz Marta Raer - Uczucia Marta Raer - Miłość Marta Raer - Zgubione natchnienie Marta Raer - Pytanie Marta Raer - *** Marta Raer - Na końcu świata Agata Dyl- Rytm Marta Żurawska - Bez tytułu Katarzyna Jaworska - Przerwa na plotkowanie Joanna Pazdryk - Życie jest brutalne Azi - Zabawa Pisanie polega nie na umiejętności pisania, lecz na umiejętności wykreślania tego, co jest źle napisane. /Antoni Czechow/ Najtrudniejszą rzeczą na świecie jest pisać prostą prozą o ludzkich istotach. /Ernest Hemingway/ Patrycja BaranieckaSposób na upływający czasWiersz Wisławy Szymborskiej - ,,Nic dwa razy…”. Jest to bardzo ciekawy tekst, w którym mowa o upływającym czasie i o tym, że nic nie jest takie samo, jak było chwilę wcześniej. Poetyckie rozmyślenia skłoniły mnie do zadumy nad tym, co ważne i nieistotne oraz nad tym, co pragnęłabym zatrzymać, a co jak najszybciej wyrzucić z życiorysu. Generalnie – czas powinien płynąć wolniej. Dlaczego? Gdy spotka się coś miłego, to chcesz, by trwało to jak najdłużej. Najlepiej byłoby móc stale do tego powracać. Gorzej jest, gdy zrobi się coś złego. O takich chwilach chce się zapomnieć jak najszybciej. Drugi powód, dla którego chciałabym, aby czas wolniej mijał, to wiek. Każdy młody człowiek chce się stać dorosłym. Ale czy warto? Gdy zapytasz swoich rodziców, to powiedzą, że chcieliby być w naszym wieku, cieszyć się beztroską i nielicznymi obowiązkami. Dorośli muszą pracować, wychowywać dzieci, za wszystko płacić . Godzą życie zawodowe z rodzinnym i na to wszystko muszą znaleźć czas. Jednak jak go dogonić, gdy tak szybko ucieka? Każdy moment jest ulotny i niepowtarzalny . Z tego względu, zwłaszcza przy dzisiejszym trybie życia, należałoby celebrować szczególnie te miłe chwile tak, by na długo pozostały nam w pamięci. Myślę, że to jest sposób na zatrzymanie szybko uciekających dni… Szkoda, że życie jest takie biedne - każdy ma do niego pretensje. /Agata Dyl/ Maciej AdamczykDziennik podróżyPoniedziałek, 22 czerwca Mój „kapitan” jest dumny ze swojej żaglówki. Twierdzi, że bez problemu pokonamy wszelkie burze, sztormy i tym podobne rzeczy, jakie możemy spotkać na naszej drodze, ale ja podchodzę do jego słów sceptycznie. Ten „rejs” skończy się katastrofą. Środa, 25 czerwca Po dwóch dniach żeglugi przestałem interesować się celem i trasą naszej podróży. Kapitan nie chce mi go zdradzić, twierdząc, że to niespodzianka. Odnoszę wrażenie, że on sam nie wie, dokąd płynie... Piątek, 27 czerwca Tu się nie da spać!. Kiedy zamykasz oczy i próbujesz zapaść w sen, zdajesz sobie sprawę, jak bardzo ta przeklęta łódź się kołysze. Robi mi się od tego niedobrze i natychmiast otrząsam się ze snu, w który dopiero co zdążyłem zapaść. Sobota, 28 czerwca Niebywałe! Pokarm jest nie do zniesienia. Nie dość, że karmią nas tu nie wiadomo czym, to jeszcze codziennie tym samym. Wtorek, 1 lipca Minął tydzień od rozpoczęcia tej szalonej eskapady... a czuję się, jakbym był tu już siedem miesięcy. Jedyna dobra wiadomość - znalazłem sposób na sen. Jest genialny w swej prostocie - polega na powstrzymywaniu się od spania tak długo, aż padnę z wyczerpania, a wtedy już nic mi nie przeszkadza. Środa, 2 lipca Jak się w ogóle tu znalazłem? Rodzice postanowili urozmaicić mi wakacje, wysyłając mnie tutaj. I pomyśleć, że mógłbym teraz leniuchować w domu. Niedziela, 7 lipca Żeby zabić czas, postanowiłem zainteresować się moimi towarzyszami podróży. Oprócz kapitana (którego imienia nadal nie pamiętam) przebywa tu zaledwie kilka osób. Wywnioskowałem, że to załoga. Poniedziałek, 8 lipca Kończą mi się książki. Podejrzewam, że tylko dzięki nim nie zwariowałem tutaj z nudów. Poniedziałek, 15 lipca Kapitan wreszcie zdradził mi trasę rejsu. Z tego co zrozumiałem, nasz cel to okolice Królewca (w Rosji) i właśnie w tamtym miejscu zawrócimy do Łeby (z niej wypłynęliśmy). „Dowódca” zamierza trzymać się brzegu. To chyba jego jedyna rozsądna decyzja. Kapitan nie byłby sobą, gdyby podjął w pełni mądrą decyzję - z końca półwyspu helskiego zamierza płynąć mniej więcej prosto do granicy polsko-rosyjskiej, nie zbliżając się nawet do Zatoki Puckiej. Zastanawiam się, czy brzeg jest wystarczająco blisko, bym mógł do niego dopłynąć wpław. Czwartek, 18 lipca Dzień był odrobinę weselszy. Z bardzo prostej przyczyny - nasz „dowódca” przechadzając się po pokładzie, poślizgnął się i wpadł do wody. Łajba zatrzęsła się ze śmiechu. Piątek, 19 lipca Dopiero teraz zdałem sobie sprawę, że kołysanie łodzi już mi nie przeszkadza. Poniedziałek, 29 lipca Całe to przedsięwzięcie zaczyna robić się coraz bardziej nieprzyjemne. Oddaliliśmy się od brzegu na niepokojąco dużą odległość. Z pewnością będzie sztorm. Kapitan nie przejmuje się tym, ale coraz bardziej utwierdza mnie to w przekonaniu, że jest szalony. Widać, że nawet marynarze zaczynają odczuwać lęk. Nawet głupiec zauważyłby, że ta łódka nie została stworzona do żeglugi w czasie burzy. Wtorek, 30 lipca Dzisiaj wieczorem zaczął padać deszcz, wzmagał się wiatr. Obydwa zjawiska coraz bardziej się nasilają. Fale coraz silniej uderzały o burty naszej żaglówki. Wiatr wieje tak mocno, iż boje się, że porozrywa nasze żagle na strzępy. Fale tak bardzo kołyszą naszą łajbą, tak że powoli zaczynam tracić orientację, gdzie góra, a gdzie dół. Wtorek, 30 lipca, jakieś 3 godziny później Jeżeli sztorm do tego czasu pozostawał w miarę spokojny, to teraz uderzył w nas z całą swoją furią. Spełniły się moje obawy - wiatr porozrywał żagle. Właściwie teraz to i tak nie ma znaczenia, ponieważ sądzę i nie tylko ja, że łódź pójdzie na dno. Gdy pobiegliśmy na dół po koła ratunkowe i kamizelki, czekała nas przykra niespodzianka - ani jednych, ani drugich nie było. Środa, 31 lipca Ranek, po sztormie. Zgodnie z moimi przewidywaniami łódź zatonęła. A my pewnie podzielilibyśmy jej los, gdyby nie to, że zanim wiatr rozerwał żagle, zaniósł nas wystarczająco blisko brzegu, byśmy mogli dopłynąć do niego wpław. Wszyscy przeżyli, ale nasz kapitan zniknął. Nikt nie wiedział dlaczego, ale nikogo to też nie martwiło. Podejrzewam, że powód był prosty - nie umiał pływać. W każdym razie jesteśmy już na lądzie, więc sobie poradzimy. Aleksandra DolnaTaniec myśliDelikatne liście rumienią się Pod dotykiem chłodnych palców jesieni. Wiatr porywa je Do tańca. Dziko wirują, muskają ziemię. Opadają na chwilę, by ponownie się wznieść. Słyszę szelest moich myśli. Krążą wokół siebie. Wirują szalone, wznoszą się nierealnie. Mdleją zmęczone swoją absurdalnością. Powiew twojego głosu szarpie nimi i Targa. Krzycząc - - Rozsypują się w milczeniu. Aleksandra DolnaIkarChcę latać ramionom bez pożytku sensu nadać wysoko czy nisko bez różnicy byle wzbić się w powietrze czuć zapach pszenicy Chcę wznieść się wyżej ponad wyżyny dla jednej przyczyny by czuć się wolnym a wolność to znaczy latać wyżej niż ktoś wyznaczy Aleksandra DolnaCo ma przeminąćCo ma przeminąć to przeminie A proch ponownie prochem się stanie Dokąd zmierzamy Panie? Bogu boskiego nie odbieraj Czcią ozłoć to co niewidzialne Słysz mego serca zawołanie Więc dokąd zmierzamy Panie? Rzekł Bóg po narodzinach świata By wolę jego uszanować Przez grzech początku załamanie Więc dokąd zmierzamy Panie? Patrzymy na świat pustymi oczami Grzęznąc wciąż w miejscu błędnymi myślami. Więc chociaż dawno pytanie to znamy Nie wiemy dokąd zmierzamy Marta RaerDeszczowierszKoń kopytem w szosę stuka Deszcz o rynny domów stuka Woda w koła bryczki chlapie A deszcz pluszcze deszcz kapie Płyną rynną wód kaskady Suną dachem wodospady A w domu cicho sza Wiatr rozbójnik w liściach gra Wsłuchana w mokrą domu ciszę Deszczowiersz tęczą piszę Marta RaerUczuciaUczucia w ogrodzie myśli Jak kwiaty kolorowe Gdy jedne gasną Rozkwitają nowe Marta RaerMiłośćJedyne takie słowo Gdy kochasz Odkrywasz je na nowo Marta RaerZgubione natchnienieRuszając w leśne przestrzenie Pod małym zielonym krzaczkiem Zgubiłam moje natchnienie Biegam i szukam Do drzwi wielu pukam Czy było takie zdarzenie że widział ktoś moje natchnienie Co tu robić trudna rada „Nie widziałem” każdy odpowiada Gdzie go szukać na łące czy w lesie Skąd wiadomo gdzie wiatr je poniesie Może przez pola cwałuje A może w Hiszpanii na byku szarżuje Gdy nie mam natchnienia Ciężko jestem chora Więc może pójdę do doktora („Leczenie ludzi to moje zadanie Pani zostawiam natchnienia szukanie”) Do domu wróciłam Do łóżka się położyłam Zaraz jednak zmieniłam zdanie W oknie rozległo się pukanie Wstaję i otwieram Na świat spozieram Na niebie tęcza kolorowa To pewnie natchnienia psota nowa Gdy znów ucieknie Wiem że martwić się nie trzeba Wróci piękniejsze z błękitnego nieba Marta RaerPytaniewodospad wpadający w otchłań zapomnienia kropla co w tęczę wielobarwną się zmienia jedno pytanie ciągle mnie wtedy dręczy co może być po drugiej stronie tęczy Marta Raer***Dlaczego świat niesprawiedliwy? Dlaczego nos krogulczy krzywy? Czemu życie głupiego nie ma sensu swego? Czemu czas leci jak szalony? Dlaczego czuję się tak poniżony Gdy ludzie źli, niesprawiedliwi? Jedna jest prawda na ziemi i niebie Nim innych ocenisz Spojrzyj na siebie Marta RaerNa końcu świataNa końcu świata Czeka wszystkich ludzi tata Gdy nadejdzie koniec świata Wszystkich nas przytuli I zabierze do siebie Agata DylRytmWszyscy rytm w sobie mają, gdy chodzą, tańczą, śpiewają. Najważniejszym jednak rytmem jest bicie serca. Więc sobie pomyślcie czasem, że bez rytmu życie nie da się brać na serio. Bo jak serduszko rytmy wystukiwać przestanie, No to przepraszam, co się z wami stanie? Marta ŻurawskaBez tytułuOdrobiłam zadanie domowe, posprzątałam swój pokój, zrobiłam pranie. A on nadal nie wynosił się z mojej głowy. Postanowiłam położyć się wcześniej do łóżka. Obiecywałam sobie, że wprost go zapytam, o co mu chodzi. Obudziłam się bardzo zmęczona, lecz nie udało mi się zasnąć. Rodzice spali, więc skorzystałam z wolnej łazienki. Starannie uczesałam włosy, wyszczotkowałam zęby, pościeliłam łóżko, czego nigdy nie miałam w zwyczaju robić. Dzień zapowiadał się zimny i pochmurny, więc włożyłam gruby golf i dżinsy. Zjadłam śniadanie bez pośpiechu. Śnieg lepił się do moich włosów i kurtki. Autobus się spóźniał, zaczęłam się denerwować, że spóźnię się do szkoły. Nagle zauważyłam go wyłaniającego się z zza rogu popisanego tagami budynku. Jak zwykle z kapturem na głowie. Poruszał się efektownie, z gracją. Podjechał autobus. Usiadłam w tylnej części. Ukradkiem wypatrywałam chłopaka o cudownych oczach. Spuściłam głowę jak skazaniec czekający na egzekucję. Nagle usłyszałam jego głos. Podniosłam powoli głowę w górę. - Przepraszam, można? - Emm… tak, oczywiście - moja mina musiała wyglądać komicznie. Podsunęłam się pod okno, aby zrobić wolne miejsce chodzącemu ideałowi, tym razem bez kaptura na głowie. Nie wiedziałam, jak mam się zachować. Tym razem na mnie nie patrzył. Uśmiechał się, patrząc w okno. Nagle otoczył mnie jego zapach. Mogłam się nim napawać do woli… Mądrość życia polega na tym, aby wyłączyć rzeczy nieistotne. /chińskie/ Katarzyna JaworskaPrzerwa na plotkowanieSylwia, Karolina i ja zawsze dajemy ponosić się gadulstwu, zwłaszcza na korytarzu w czasie przerwy. - Pamela używa markowych kosmetyków – mówi Sylwia. - Co ty? – protestuje Karolina. - Byłam u niej. Używa kosmetyków mamy, która się na to zgadza albo po prostu nie kuma, że ich ubywa. - Może to i racja – przyznaje Sylwia. – Ale sama popatrz! Te jej ciuchy! Ona ma na sobie wydaną pensję, o której nasza pani P. mogłaby tylko sobie pomarzyć. Właśnie przeszedł Misiek. - Kasiu, jak on na ciebie patrzy – szepnęła Sylwia. - Co ty? Misiek? - Jakie on nosi ciuchy… Lepsze od Pameli. Coraz to nowa kolekcja. Jego ojciec, choć skończył edukację na podstawówce, ma sieć sklepików. Miśkowi kupują. Co mu się żywnie podoba. Dexter był u niego. Widział taki superkomp, że głowa boli: najnowszy procesor, bajery, karta Radeon 9000, gra w Far Cry – Sylwia chyba się rozmarzyła. - Co z tego! Wstyd się z takim gdzieś pokazać. Nie zauważyłaś jak plunął na ścianę? Przecież zawsze to robi, nawet na lekcji… Przestań, bo wymiotuję. - Georg to fajny facet… Z nim o wszystkim można pogadać. Podchodzi Lena. - Cze, wiedźmy. Kogo obgadujecie? - Tylko nie wiedźmy! O kolegach nie można pogadać? - Luzik. Kogo czarownice podgrzewają teraz na ogniu swych jęzorów? - Od kiedy ty taka poetka? - Od wczoraj, od wczoraj. Powiedzcie, o kim mowa, a sprzedam wam nius. - O Miśku... - Czego wy chcecie od Miśka? – znów pyta Lenka. - On propaguje swojskie klimaty. Na ostatnim zimowisku chłopaki się założyły, kto będzie miał z brudu najsztywniejsze skarpety. Kto wygrał? - Oczywiście Misiek - wykrzyknęłyśmy chóralnie. - Jasne! W konkursie audiotele wygrałyście trzy minuty przytulania z Miśkiem!!! - Dobra Lenka, obiecałaś nius. - Monika stwierdziła, że po ostatniej imprezie u Piotrka, ma już za sobią swój pierwszy pocałunek. - No, co ty?! Żartujesz?! - Rety, ona jest walnięta. Typowa blond. I ten jej Jeremi. Zawodówka… Superwydanie: dres, stres i kupa chamstwa. No i jej pop disco szoł. Ona ma kondycję! Jej ojciec gra na dancingach, to razem śpiewają. Jeżdżą z tym kolesiem na takie biby, że szkoda gadać. Reszty nie powiem, wymiękam… . Joanna PazdrykŻycie jest brutalneHura! Rodzice nareszcie zgodzili się na wymarzony model telefonu komórkowego na gwiazdkę pod warunkiem, że moja średnia ocen w połowie grudnia nie wyniesie mniej niż 4 albo nie będzie gorsza od tej z końca ostatniego roku szkolnego. Komórka kontra Magdalena Z nową komórką chyba mam szansę nieco odmienić swoje życie. Jednak Madzia nie zauważa mnie. Nawet gdy regularnie podstawiam jej nogę na korytarzu albo jak obrzucam ją i jej kolegów lawiną papierowych kulek, nie reaguję też na kunsztowną apostrofę: „Te, dolesiana…!” Jednak jestem pewien, że z połyskującym aparatem w ręku zostanę dostrzeżony. Pała z gegry Mam plan. Postanowiłem nie czekać na pytanie, tylko sam zgłosiłem się do odpowiedzi. Niestety, zajęty przez ostatni miesiąc przeglądaniem katalogów najnowszych telefonów, przegapiłem aż osiem lekcji, a pytany z trzech ostatnich tematów zupełnie nie potrafiłem poradzić sobie z odpowiedziami. Wpadłem jak śliwka w kompot. Na dodatek zamiast trzech ostatnich zagadnień z listopada, opanowałem tematy z…października. Uświadomiłem sobie, że przez ostatni miesiąc moje ciało znajdowało się w gabinecie geograficznym. Mój duch zajęty był karmieniem się widokiem reklam i opisów modeli aparatów. Niewrażliwy na mistyczne przeżycie Globus wlepił mi jedynkę! To samo powtórzyło się na biologii i matematyce. Ze średnią 3 mogłem pożegnać się z obiektami moich marzeń – superkomórką oraz Madzią. Life is brutal! Walentynkowy optymizm Już we wtorek Walentynki, czyli okazja by podlizać się Magdzie. Najgorsze jest to, że nie mam jeszcze żadnego pomysłu na tzw. „wejście smoka.” Po nieudanej akcji z komórką boję się, że mi nie wyjdzie, jednak staram się myśleć pozytywnie – wtedy każdy ma szansę. Przesłodzone pluszaki Postanowiłem zdobyć się na coś oryginalniejszego niż słodkie misie z serduszkiem w łapkach i napisem „I love sou.” Ponieważ poprzedni plan z komórką i lepszymi nie powiódł się, stwierdziłem, że czas zmienić coś w swoim wyglądzie. Mam już wszystko „wyrysowane” w swojej wyobraźni. Jednak „pomysłowy smoczek” na razie nie zdradza swojej tajemnicy. Serduszkowa garderoba Na dnie szafy znalazłem białą koszulę… z serduszkami, założyłem – wyglądałem bosko! Magda chyba padnie z wrażenia. Do tego jeszcze włosy na żel i mogę ruszać na podbój serca mojej ukochanej. Wpadka Przed wyjściem do szkoły opinia mamy na temat mojego wyglądu trochę mnie zdezorientowała, jednak postanowiłem się tym nie przejmować. W szkolnej szatni dziwne spojrzenia moich kolegów odebrały mi nieco pewności siebie. Na całe szczęście Madzi jeszcze nie było. Oby nie przyszła dzisiaj do szkoły – pomyślałem. W tym momencie pojawiła się. Zamiast podziwu zobaczyłem w jej oczach politowanie. AziZabawaKoło Rocha kupiłem loda. Wsiadłem na rower i wjechałem na podwórze. Kręciłem esy - floresy i w kółko, jak pies za własnym ogonem. Zobaczyłem dwóch przedszkolaków. No to kręciłem wokół nich. Jeden z nich tarzał się w piasku, drugi stał z palcem wycelowanym w jego kierunku. - Wstań ty pijaku obrzydły, do roboty nie poszedłeś, ty nakrapiany piwskiem darmozjadzie. Ja ci zaraz pokażę… A za czyje to pieniądze tak się schlałeś? Pewnie komu co zwędziłeś? Przyznaj się, bo jak nie, to zaraz zawołam policję, i cię zbiją. Nierobie jeden… - Ty do mnie tak nie mów, bo ja jestem grzeczny. Przestań się tak wydzierać, bo niedobrze mi się robi od twojego gadania. Do roboty nie poszedłem, bo mnie znowu wylali. Sprzedałem rower… A co ci do tego, że sobie wypiłem. Jak roboty nie ma… -Ja ci tu zaraz... Marsz do domu. Wstydu nie masz, jak świnia w tym piachu… Do roboty… Już mi się w głowie zakręciło od tego jeżdżenia w kółko. Wykręciłem w bok, ale nie zauważyłem trzepaka. Mówią, że w takich sytuacjach wirują gwiazdy. To prawda. (a) Biada temu, kto zadowolony jest z siebie: taki człowiek nigdy nie nabędzie rozumu. /Mikołaj Gogol/ |
|||||||||
| panel admina | ||||||||||